...dobrze jest pobyć czasami, ale ile można milczeć? ;)
Wróciłam z nową energią. Starą, mocno już zużytą, zostawiłam za sobą. Zakupiłam też nową wagę. Dziś rano pozytywnie przeszła wszystkie testy na wykrywaczu kłamstw i wygląda na to, że jest prawdomówna. Cóż, stara waga musi zatem odejść.
Jako urządzenie - na złom, jako chwilowa przypadłość - w niebyt
i zapomnienie.
Tydzień wegetariańskiego jedzenia naprawdę dobrze mi zrobił.
Do tego dużo ruchu. Oby tak mi już zostało. Po powrocie z tygodnia odosobnienia zobaczyłam te kwiaty od Clive'a i głupio mi się zrobiło, bo właśnie trochę nagrzeszyłam. Nie żeby od razu jakoś bardzo, ale nieco sobie przysłodziłam. Ech, cudne dolce vita :)
Oj tam, oj tam, od czasu do czasu i we właściwych ilościach (właściwych, czyli znikomych) jeszcze nic nikomu nie zaszkodziło. Przebywając zatem na zwolnieniu lekarskim, wracam do mojej ziemskiej codzienności, akurat dziś oddając się pięknemu nieróbstwu. Taaa... jednak włoski język o wiele bardziej poetycko oddaje naturę tego stanu rzeczy. Po włosku nie uprawiam bowiem pięknego nieróbstwa, ale - uwaga - bel far niente. No czyż to nie brzmi cudnie? Od razu czuję się lepiej. Rozgrzeszona zatem z wszelkiego niechciejstwa, wszystkim i sobie samej życzę dolce vita z domieszką bel far niente :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz