środa, 5 maja 2010

Mari: przyjemne rozczarowania...

...są zawsze miłą niespodzianką. Przed wczorajszym ważeniem byłam przekonana, że jest mnie mniej o pół kilograma, tymczasem rzeczywistość okazała się dużo łaskawsza. W końcu między pół a prawie półtora kilograma jest przepaść ogromna. Po raz kolejny 'prawie' zrobiło naprawdę dużą różnicę :)

W sobotę wyjeżdżam na tygodniowe warsztaty Tantry. Nie będę miała możliwości samodzielnego przygotowywania posiłków. Zdaję się całkowicie za zdrową i smaczną wegetariańską kuchnię ośrodka w Nowym Kawkowie, który przez tydzień będzie moim domem :) Dobra strona jest taka, że nie ma tam pokus w postaci słodyczy, ciasta, białego wina. Natomiast zła strona... Hmmm... Złych stron po prostu nie ma :)

Bardzo cieszę się na ten wyjazd. Tydzień odcięcia od świata, internetu, telefonu i tego całego chaosu, który otacza mnie na co dzień. Wyciszenie i bycie z samą sobą. Niewykluczone, że wrócę jeszcze bardziej nawiedzona, choć nie wiem, czy pogłębienie tego stanu jest w moim przypadku możliwe :)
Pozostanę w duchowej łączności - rzecz jasna.
I będę posyłać dużo dobrej energii :)

PS. Madziare, bardzo się cieszę z kolejnej wrzutki do naszego wspólnego worka, w którym gościmy  Tłuszczysławę, zanim odprawimy ją na dobre ;)

4 komentarze:

  1. Nie wiem, jak wytrzymam ten tydzień bez Twojego wsparcia i pozytywnej energii... Może zrób dla mnie zapas motywatorów esemesowych, żebym mogła sobie poczytać w chwilach zwątpienia? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wierz mi, dobra energia doleci do Ciebie i stamtąd :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mario, jestem z Ciebie dumna. Widziałam Cie wczoraj w kultowym miejscu Kabat, czyli na bazarku. Wyglądasz jak wiosenna lilia :). Więc keep going. Waga bedzie lecieć :). Wierzę w Ciebie, w Was.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, Kochana Sabę :* Panta rhei. Nasza waga nie może tu być wyjątkiem ;)

    OdpowiedzUsuń