Tak, to możliwe. Już tłumaczę, w jaki sposób. Otóż należy najpierw zajść w ciążę, najlepiej bliźniaczą (bo później jest duża szansa na to, że nie będzie się miało czasu na jedzenie), przytyć w niej 18 kg, a po porodzie zrzucić wszystko z dwukilogramową nawiązką - co niniejszym jakimś cudem udało mi się popełnić. Od grudnia minęło sporo czasu. Najwyższa pora zaktualizować nasz lewy pasek. Madziare, usuń proszę tę ciążę. Z lewego paska :) Julka i Zuzia pochrapują sobie na leżaczkach, a ja mam wreszcie wolną chwilę dla siebie. Z kilkutygodniowego doświadczenia wiem, że nie potrwa ona długo, ale zawsze to już coś :) A! I dorzuć do tych 16tu kilogramów jeszcze moje dwa. To razem 18. Całkiem dojrzały ubytek wagowy nam z tego wyszedł ;) No i nie zapomnij o moich sześciu straconych kilogramach z ubiegłego roku. W końcu one też się liczą. No. Najtrudniej jest zacząć. Teraz wystarczy jeszcze tylko, że pozbędę się dziesięciu kilogramów, które mi zostały po ciąży z Piotrkiem i dziesięciu po ciąży z Kubą. Stare zaległości, ale kiedyś w końcu i za nie trzeba się zabrać ;)
Nie wiem, jak to będzie z pisaniem tutaj. Chciałabym codziennie coś dorzucić, ale bądźmy realistami. Dochodzi południe, a ja nadal w piżamie i bez śniadania. Korzystając zatem z tego, że dziewczyny jeszcze drzemią, idę zjeść późne śniadanie. W przeciwnym razie podzielę los tego faceta z filmu "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz", który miał fantastyczne połączenia i który jadł śniadanie na kolację ;)
PS. Ale z obiadem na za piętnaście siódma rano, to już na pewno się nie wyrobię ;)