Wróciłam z krainy wiecznego deszczu zwanej (nomen omen) potocznie Krakowem i stwierdzam co następuje:
1) bieg przełajowy po galeriach nie służy odchudzaniu, głównie z powodu kiepskiego dostępu do paszy w postaci sałatek warzywnych (to co można zjeść na mieście a nie wymaga restauracyjnych podchodów przeważnie przywodzi na myśl trociny dla królika - zbyt późno zorientowałam się, że paradoksalnie to w fast foodach można znaleźć sensowne sałatki),
2) tłuszcz nie tonie, dzięki czemu mogę pisać te słowa :) ,
3) twardziel ze mnie bo na sumieniu mam jedynie małe grzeszki w postaci nadkonsumpcji kawy i wina, pozostałe przewinienia nie są moje tylko wynikają z czynników zewnętrznych więc się nie liczą :)
4) PKP musi odejść (ale to już zupełnie inna historia).
Być może rozwinę któryś z powyższych wątków później, w tej chwili jednak odczuwam przemożną potrzebę padnięcia z gracją na twarz, co też właśnie czynię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz