sobota, 12 czerwca 2010

Magda: najlepszy post

Wkradł się między nas jakiś dziwny element rywalizacji. W sumie ode mnie się zaczęło bo przy pierwszym wstrzymaniu spadku wagi moją pierwszą myślą było "a Mari chudnie... jest lepsza a ja nieudacznica jedna zaniżam poziom...". Teraz Mari ma to samo albo podobnie... Demotywacja instant.

Dziwna ta natura ludzka - od dziecka wbija nam się do głów, że musimy być lepsi, szybsi, chudsi, mądrzejsi niż inni. Zaczynają ten proces rodzice w zachwycie wmawiając wszystkim dookoła i sobie, że ich pociecha jest istnym geniuszem o kupie o zapachu fiołków i niezwykłym talencie do tańca lub deklamacji nawet przed pierwszym słowem artykułowanym - co nakłada brzemię na małego człowieka i pozostawia w psychice zaprogramowany przymus bycia najlepszym. Nie wystarczy być po prostu dobrym - naj jest najważniejsze... Później przejmuje nas szkoła, gdzie jesteśmy zmuszani do rywalizacji przez nauczycieli i presję rówieśników. Dla tych pierwszych liczą się najlepsze oceny, dla tych drugich - bycie najfajniejszym (albo najfajniejsze zabawki ;). Ci, którzy idą swoim tempem i swoją drogą przez system postrzegani są jako miernoty i budzą niezmierne zdziwienie na spotkaniach klasowych swoimi poczynaniami w dorosłym życiu ("a był taki  niepozorny.."). I tak przez całe życie - egzaminy, oceny okresowe w pracy, przekątna telewizora, ilość "kliknięć". Po latach programowania zazwyczaj się okazuje, że nie jesteśmy '"naj" co wzbudza w nas poczucie niespełnienia misji dziejowej jaką przeznaczyło życie a do której nie przystajemy... No kanał po prostu - i jak tu nie popaść w depresję... 

Ja jednak uważam, że bycie po prostu dobrym w tym co się robi jest równie cenne jak bycie najlepszym (oczywiście nie dotyczy to geniuszy intelektu, mistrzów sportu, fryzjerów - szczególnie odwiedzanych przeze mnie, producentów kremu na cellulitis oraz Bono). Nie chodzi mi o to, żeby zrezygnować z osiągania sukcesów czy swoich marzeń, ale raczej żeby skupić się na celu i dążyć do niego w swoim tempie a nie na drodze do niego. 

Znając swoje ograniczenia wiem, że nie będę naj i wcale mi to nie przeszkadza póki wiem, że  wykorzystuję swój ograniczony potencjał do bycia "dobrym".  To pozytywnie działa na samoocenę i przemianę materii - gdybym wiedziała o tym wcześniej, pewnie teraz byłabym wyluzowanym chudzielcem (no dobra, dobra, ale pomarzyć można ;)).

Zgodnie z tą zasadą postanawiam niniejszym nie brać udziału w wyścigu odchudzeniowym - trzymamy się zasad i chudniemy w swoim własnym tempie (na końcu i tak bilans się wyrówna). Odchudzanie jest wystarczająco trudne i bez naszego komplikowania - a wiem, że w tym akurat jesteśmy NAJLEPSZE :)

1 komentarz:

  1. hhe zwłaszcza ta kupa o zapachu fiołków mnie rozbawiła - ileż razy my ten temat przerabialyśmy ;) ale nic co ludzkie przeciez obce nam nie jest...na szczęście

    p.s. jesteście najlepsze w prowadzeniu odchudzaniowego bloga, szacunnnn

    pozdrowienia M.(L.)B.

    OdpowiedzUsuń