wtorek, 1 czerwca 2010

Magda: eteryczna cisza

Odpowiadając na zapotrzebowanie społeczne i zapytania obywatelskie dotyczące zastoju na blogu, oświadczam, że z Mari jeszcze nie zaniknęłyśmy a wręcz daleko nam jeszcze do tego (chociaż coraz bliżej).

Nie wiem, jak tam moja druga lepsza połowa (która obiecała, że nabloży ale jakoś jej nie wyszło ;)), ale ja zarobiona jestem po uszy więc częstotliwość moich wywodów spada (obiecuję poprawę po sezonie ślubnym). Poza tym znalazłam się na takim etapie diety, w którym nic się nie dzieje - najciekawsze o czym mogę opowiedzieć, to odkrycie dziwnej reakcji na ananasa w dużych ilościach lub też odkrycie, że mam już dosyć jabłek na następne kilka miesięcy, co znowuż nie jest aż taką rewelacją, żeby poświęcać temu całego posta.

Zapowiadają się jednak w najbliższym czasie atrakcje w postaci próby gotowania szparagów oraz sparring z dietetyczką w sprawie nowych nieskomplikowanych przepisów nie zawierających w sobie także ananasa. O wyjeździe na gościnne występy do następnego podtopionego miasta (woda za mną podąża - Kraków zamókł jak stamtąd wyjechałam, by nie narażać Warszawy siedziałam więc w domu, teraz postanowiłam przetestować magdoodporność Poznania) już nie myślę w kategoriach testu bo skoro przetrzymałam dwie imprezy w knajpach to i tutaj dam sobie radę przy akompaniamencie budyniu i owoców.

Póki co, cisza w eterze trwa, ale to tylko przejściowe trudności, proszę nie regulować odbiorników...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz