środa, 28 kwietnia 2010

Magda: Pierwsze koty...

Jakżeż ulotne acz wspaniałe są chwile kiedy człowiek czuje satysfakcję z samego siebie - trzeba więc je hołubić i celebrować, bo nigdy nie wiadomo kiedy takie uczucie człowieka dopadnie i pacnie z liścia prosto między oczy...
Tak więc przyznaję - jestem z siebie zadowolona! Dopiero minęły dwa tygodnie a za mną pozostały 3 kilogramy i 9 cm w obwodzie (w sumie, w rożnych miejscach oczywiście :) ) Przyznaję szczerze, że po pierwszym tygodniu miałam poczucie "I can't get no satisfaction" jak śpiewa wielkousty (tym bardziej że wynik Mari był dwa razy lepszy niż mój i mimo, że to nie wyścigi to niesmak pozostał) ale teraz przeszło mi kompletnie, tym bardziej,  że wyniki już są odczuwalne w postaci opadających spodni. Gdyby jeszcze osławieni robotnicy za oknem przestali używać młotów pneumatycznych przez większość doby, byłoby cudownie.
W nagrodę napiłam się swojej ulubionej kawy (nomen omen - Orca, ale już niedługo delfin ;) ) i miałam sen z Danielem Craigiem w roli głównej - nadal się zastanawiam, czy to efekt mojej pracy, spożywania dużej ilości papryki i ogórków czy odstawienia wina... Tak czy siak - nastrój i samopoczucie: 7 ("a przy Pani nawet 9").

a za następne 3 kilogramy pewnie dostanę od swojej podświadomości Gerarda Butlera ;))

6 komentarzy:

  1. Gratuluję, Kochana! I bardzo się cieszę :* Razem dobijemy do 60ciu kilogramów porzuconych bezpowrotnie. Hawk! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Musimy jakoś nazwać tę dotąd bezimienną istotę, którą na spółkę dźwigamy przez życie. Jesteśmy jak jakieś trojaczki syjamskie, w tym jedno bez głowy ale z bardzo rozrośniętą wprost przeciwną częścią ciała...

    Brydzia? Stefa? Lodzia? (chociaż u mnie to raczej
    Ptaszysława Mleczko...)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może napiszemy o tym sztukę teatralną? Na przykład: "Tłuszczysława musi odejść"... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na bestseller!
    Fanka słów Waszych, Dżusta

    OdpowiedzUsuń
  5. oj, nie... selerów nie jadam bo mi się mylą z porami, a tych nie lubię, więc na wszelki wypadek unikam obydwu tych warzyw :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale to byłby najlepszy seler wszechczasów. Przyjdzie i na niego pora... ;)

    OdpowiedzUsuń