piątek, 23 kwietnia 2010

Magda: partyzantka

Wcześniej ludzie dziwnie na nas patrzyli głownie dlatego, że co jakiś czas miałyśmy tendencję do niekontrolowanych ataków śmiechu w miejscach publicznych i kompletnie do tego nieprzystosowanych. Teraz doszedł następny powód - wałówka...

Idzie sobie człowiek spokojnie do kulturalnej sieciowej pijalni kawy, żeby oddać się we władanie aromatów palonych ziaren (czasem przypalonego mleka) oraz świeżych babeczek, a tu widzi, że dwie panie słusznej wagi i niesłusznego wieku przy stoliku obok wyjmują pojemniki z jedzeniem oraz plastikowe widelczyki i zaczynają tę przemyconą kontrabandę chrupać z błogim uśmiechem satysfakcji na ustach. Wokół rozchodzi się zapach warzyw, oliwki z oliwek i samozadowolenia. Też bym patrzyła krzywo na takie pogwałcenie zasad...
Ale jako obserwowany warzywożerca nie czuję zupełnie skrępowania, chociaż wcześniej gdy sama walczyłam, czasami to dziwne i bezsensowne uczucie blokowało moje spożycie, przez co zaburzałam dietę co chwilę a wiadomo, że to raczej dobrze takowej nie służy. Teraz jest mi o wiele łatwiej - odchudzanie w tandemie daje siłę na walkę z systemem. I samym sobą.

Inny obrazek: zjeżdżam sobie do metra schodami ruchomymi (wiem, wiem, powinnam wybrać nieruchome), naprzeciwko wjeżdża dziewczę wagi słusznej z kefirem w ręku. Godzina 11:00 - czas na drugie śniadanie. Może to przypadek, ale myślę sobie wyjmując swój kefirek, że nie jestem w tym sama, inni też walczą. I jest mi lżej na duchu i motywacji (a może kiedyś i w tonażu). Wagowa partyzantka zawsze żywa!!! Moja (i nie tylko moja) wagolucja trwa! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz