czwartek, 29 kwietnia 2010
Mari: niby nie zawody...
...a jednak spektakularny sukces, jaki osiągnęła wczoraj podczas ważenia Madziare, spowodował coś niezwykłego. Otóż kostka gorzkiej czekolady szczerzyła się dziś do mnie niesamowicie. Robiła oczy kota ze Shreka, łasząc się i pchając wręcz do moich ust, a ja pozostałam nieugięta. Siedzę sobie teraz przy kompie, popijam ciepłą wodę z cytryną i myślę o tym, jak to dobrze, że początek jest już za nami. Nie ma żadnego "od jutra". Od ponad dwóch tygodni jesteśmy w procesie. Waga spada, a my czujemy się świetnie! Magia. I w dodatku działa! :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hej hej
OdpowiedzUsuńDziewczyny choć znam jedynie jedną z Was (Olive) to chcę Wam tylko powiedzieć że uwielbiam Was czytać - i regularnie to czynię ;) ku poprawie humoru własnego. Jesteście boskie...trzymam kciuki z całych sił!!!!
Jeśli znasz Madziare, to jakbyś i mnie znała :) Nie masz pojęcia, jak dobrze robią takie doładowania energetyczne, jak Twoje. Dzięki! :)
OdpowiedzUsuń