Kiedyś w czasach zamierzchłych i nieco nudnawych, na spotkaniu rekrutacyjnym przesłuchująca mnie wnikliwie osoba zaraz po tym jak kazała mi narysować dom (a nie chodziło o pracę w biurze projektowym), poprosiła mnie o wyznanie, jakim zwierzęciem bym była (gdybym był zwierzęciem). Mimo iż wiedziałam, że to wysoce podchwytliwe pytanie, szczerze wyznałam, że byłabym kotem. Nie spotkało się to z entuzjazmem rekrutera - pewnie woleliby mangustę albo mrówkę. Całe szczęście pracy w tej podchwytliwej instytucji nie dostałam, dzięki czemu min poznałam Mari oraz kilka innych przecudownych osób oraz miałam bezpośrednie podłączenie do porządnej kawiarki.
A oto graficzne wyjaśnienie, czemu byłabym kotem (wtajemniczeni odczytają tutaj także zakamuflowane wyznanie dotyczące szóstki... ;)
/źródło: www.triskal.fr/
Póki co, zgodnie z zasadą "jesteś tym co jesz" zamieniam się w to (dołożyłabym może jeszcze kurczaka i rybę, ale nie było obrazka na tę okazję) :
Pewnie taki kandydat także nie wzbudziłby entuzjazmu na rozmowie wstępnej, ale przynajmniej nie mam teraz chandry z powodu zjedzenia wszystkiego w lodówce włącznie z krasnoludkiem zapalającym w niej światło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz