Robiąc poranne zakupy na bazarku, przyglądałam się ludziom. Głównie kobietom. Chude, ‘normalne’, puszyste… Co kobieta, to inna historia. Patrząc na te puszyste z dziećmi, myślałam sobie: no tak, pewnie tak jak i mnie, zostało im po ciąży… I tu olśniła mnie pewna oczywistość. Nadprogramowe kilogramy nie są pozostałością po ciąży, ale po tym, co się pożarło, będąc w ciąży. Nie mam pojęcia, czemu czułam się odrobinę bardziej usprawiedliwiona, niż kobiety, które w ciąży nigdy nie przebywały… Te kobiety, które po porodzie szybko wracały do ‘ludzkich’ kształtów, uważałam za szczęściary. A przecież udowodniono (co usłyszałam w którymś z programów telewizyjnych), że genetyka to jedynie 7% wszystkich uwarunkowań, które sprawiają, że jesteśmy, jacy jesteśmy. Pozostaje zatem 93% rzeczy, na które mam wpływ. Alleluja! Poczułam się, jakbym właśnie doszła do władzy ;) Mogę zaakceptować to, czego zmienić się nie da i MOGĘ zmienić to, z czym trudno mi żyć. I proszę mi tu (ani też nigdzie indziej) nie wmawiać, że naprawdę są tacy, którzy tyją od listka sałaty. Mając 93% mocy, poczułam dziś energię tak ogromną, że mogłabym zasilić niejedną elektrownię. A ponieważ żadna elektrownia od rana nie zgłosiła się do mnie w tej sprawie, to niech energia ta pozostanie tu, ze mną, z Madziare i każdą kobietą, która być może to czyta, zastanawiając się, co można zrobić, żeby było jej mniej… Kobiecy krąg wsparcia (nie mylić z kobiecymi krągłościami ;) ma niewyobrażalną moc. I tyle tylko chciałam powiedzieć – póki co ;)
Posyłam dużo dobrej energii wszystkim. A w tak zwanym między czasie, my tu sobie będziemy z Madziare na blogu ‘pościć’, poszcząc jednocześnie :)
mi też zostało "po ciąży"... wszystkich znajomych mi matek-Polek ;)
OdpowiedzUsuńZobacz, ile musiało mi zostać po dwóch ciążach, skoro razem dzielimy (nie)dolę zrzucania wspólnych 60ciu kg ;)
OdpowiedzUsuńpiękne olśnienie :). Masz wpływ! I ja mam! Mamy wpływy. I tu i tam :).
OdpowiedzUsuńMa kochana Ma :D :D :D
OdpowiedzUsuńPopłakałam się ze śmiechu przy "tyciu od listka sałaty"! I przypomniało mi się, co mówi mój Tata:
"taa... w Oświęcimiu jakoś nie było grubych ludzi" (copy rights by Zygmunt M. - sam też mający swoje kilogramy nie w normie).
:*
Dż.
Mari, myśląc o solidarności z Tobą, poczyniłam postanowienie. Nie, nie, nie odchudzam się, nie wysiedziałabym na chudej dupie osiem godzin w biurze, ale codziennie ćwiczę brzuszki. I codziennie myślę o Tobie. Że Ty może wtedy lżej znosisz to pasmo wyrzeczeń, jak ja stękam u siebie na podłodze. Wierzę w Twój sukces, choć kocham każdy Twój kilogram, który jest chodzącą energią i uosobieniem globalnego ciepła
OdpowiedzUsuń:*
Ev