Nie wiem, czy tylko ja tak mam ponieważ jestem upośledzona kulinarnie, czy jest to tendencja ogólna, ale za każdym razem, kiedy zaczynam się odchudzać, kupuję o wiele więcej produktów spożywczych niż wtedy kiedy wcielam się w jamochłona... Jeszcze w zeszłym tygodniu wizyta w sklepie kończyła się zakupem wody, wina (bo pomimo ćwiczenia siły woli sztuka zamiany jednego w drugie póki co pozostaje dla mnie nieosiągalna), jakichś bliżej niezidentyfikowanych różowych i żółtych ochłapów sero- i mięsopodobnych (w dzisiejszych czasach nie tylko telewizja kłamie - przyglądam się szynce i jakoś jej nie ufam, to już wolę konserwę - ta przynajmniej nie udaje tego na co nie wygląda) oraz szeroko (czasem bardzo) definiowanego "czegoś na obiad". No ale ja nie o tym chciałam...
To dopiero drugi dzień a ja już dźwigam siaty pełne owoców, warzyw, surowego mięcha, jogurtów, serków, zgrzewek wody... No ale może tak ma być - zmiana sposobu żywienia oraz ćwiczenia fizyczne w jednym (a niby to wszystko takie "light" jest). Dodatkowy bonus: wydam wszystko na odchudzanie, nie będzie na podżeranie (sam człowiek nie czuje jak mu się rymuje ;)).
Nie od dzisiaj wiadomo, ze odchudzanie jest kosztowne. W jednej z najlepszych polskich komedii (dla niezorientowanych "Miś" Barei) znajdziemy taką scenę:
-115, a powinno być 119.
-Schudłem cztery kilo.
-Schudliście. Słowem przywozicie do kraju o 4 kilogramy obywatela mniej. A gdyby tak każdy wracał do kraju ze stratą paru kilo? Byłoby nas mniej coraz - Polaków!
-To co ja mam zrobić?
-60 za każdy kilogram. A wykształcenie jakieś macie?
-Wyższe.
-A przepraszam, to po 75.
[najazd kamery na tabliczkę: Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu]
Wychodzi na to, że odchudzając się wykazujemy się kompletnym brakiem patriotyzmu... Może jeśli wypiję polski jogurt naturalny, zagryzę polskim jabłkiem i popiję polską wodą, jakoś zmażę swoje przewiny...
Uwielbiam Miś'ia ;)
OdpowiedzUsuńI przy tej okazji przytoczę mój ulubiony fragment z filmu 'Lejdis':
'– Najgorsze jest to, że ja mam wielką, gigantyczną, megadupę! Ona mi się całkowicie wymknęła spod kontroli. Ja mam swoje zachowania motoryczne, a ona ma swoje. Na przykład idę korytarzem, a ona mi się szyderczo dynda z tyłu.
– Ja na przykład mam wszystko w dupie i to z każdym dniem więcej i dlatego muszę sobie coraz większy rozmiar kiecek kupować.
– To jeszcze nic, ja ekstraduję cellulit z powietrza. Mój organizm jest w stanie wyłapać z powietrza niezbędne cellulitowi do życia tłuszcze i zamienić je w tłustą okładzinę.
– Przecież ty jesteś chuda jak szczapa.
– Gdzie tam, kochana! Cellulitu nie mam chyba tylko pod oczami aktualnie'...
Żyć'ie... :D
Prawda czasu - prawda ekranu :)
OdpowiedzUsuń