Od kilkunastu dni czuję się jakbym mieszkała w Grecji (tylko takiej mniej atrakcyjnej bo bez morza, drinków na plaży, frappe z Mari i stosów malowniczych kamiulców) - rolety zasunięte w ochronie przed słońcem, bo inaczej nie da się pracować w tym piecu, który od czasu do czasu nazywam mieszkaniem, za oknem wieczny remont, konsumpcja wody z lodem rośnie. Po wyjściu na zewnątrz krajobraz widzę także odpowiedni - spalone ściernisko zamiast trawników (z całym szacunkiem dla służb miejskich ale debilizmem jest koszenie trawy prawie do gołej ziemi w sezonie największych upałów), żar z rozgrzanego Warszawy brzucha bucha o dowolnej porze dnia i nocy, dziewczyny w spodenkach ledwo zakrywających pośladki powodują liczne wypadki samochodowe, biznesłomenki toną w rozpływającym się asfalcie... I tylko zachody słońca spektakularne i kiczowate rekompensują wszelakie niedogodności (no może oprócz wieczornych nalotów komarów). Lato w mieście. No ale lepsze to niż zima gdziekolwiek ;)
A tu dzisiaj, zupełnie niespodziewanie, ciśnienie przygięło mnie do blatu biurka (dosłownie) - nie spodziewałam się jednak deszczu, myślałam, że to wszystko wina wczorajszego maratońskiego dnia... I nastała ciemność, powietrze zmieniło gęstość, wszystko na zewnątrz ucichło - dzieciarnia schowała się w śmietniku, robotnicy mają fajrant, nawet przebrzydłe sroki nie skrzeczą. Na ulicy rowerzysta w żółtym płaszczu mozolnie jedzie pod wiatr i deszcz a ja mogę się ucieszyć, że to nie ja. Trawa mruczy za oknem z zadowoleniem jak kot co dostał świeżej wątróbki... Powietrze pachnie radosną ulgą i ozonem. Wszystko odzyskuje dawno zapomniane barwy, nawet zakurzone samochody i moja trawa samosiejka na balkonie (taka normalna, żeby nie było ;). I tylko ekipy "myjące" ulice jakoś się tym nie przejmują i pomagają burzy czyścic krawędzie ulic. Pewnie później ruszą do koszenia ;)
Kocham taki deszcz! Szczególnie jak jestem w domu i mogę sączyć kawę wsłuchując się w dźwięki burzy i moją ulubioną deszczową piosenkę:
Madziare, możesz mi to śpiewać co wieczór :*
OdpowiedzUsuńznasz mnie dobrze i wiesz, że jak zaśpiewam, to napewno nie zaśniesz... masochizm się w tobie ciążowy jakiś obudził? ale rzeczywiście przy purple rain zasypia się doskonale... podobnie przy red rain piotrusia gabriela :)
OdpowiedzUsuńlubię deszcz. coraz bardziej go lubię im bardziej nie pada :)