...to 'już' wczoraj przejrzałam czerwcowy dodatek do 'Zwierciadła' - 'Sens' (ale za to z czerwca tego roku! ;) i wpadł mi w oko artykuł pt. 'Jutro, czyli nigdy' - o prokrastynacji. Prokrastynacja to chorobliwe, patologiczne wręcz odkładanie wszystkiego na później, czyli na 'Świętego Nigdy'. Wreszcie znalazłam wytłumaczenie stanu, w którym się znajduję od dobrych kilkunastu miesięcy. Nikt nie może mi już powiedzieć, że to lenistwo. Ta nazwa na 'p' bardziej mi się podoba ;)
I tu mogę zakończyć wątek naszej włoskiej wyprawy, choć za oknem jesienna słota, a z wyprawy przecież wróciłyśmy latem. Odkładałam pisanie, odkładałam i z sierpnia nagle zrobił się wrzesień (ale za to mamy nadal ten sam rok ;)
Żeby nie było, że tylko narzekam, bo śniadania nie takie, bo Pulpetta bez kołdry, w koszu łazienkowym śmieci po jakimś facecie, ale faceta w pokoju to już żadnego...
Wyjazd był mimo tych drobnych szczegółów szalenie udany. Każdego dnia wyszukiwałyśmy sobie wygodny kawałek plaży tylko dla nas, rozkładałyśmy parasole (kupiłyśmy własne, bo te włoskie do wynajęcia strasznie były drogie - ale przecież miałam już nie narzekać, więc nie będę :) i pławiłyśmy się od rana do wieczora w ciepłym morzu. No może nie tak od rana, ale od południa to już na pewno.
Ćwiczyłyśmy też regularnie mięśnie brzucha, bo przecież wiadomo, że nic tak brzucha nie kształtuje, jak porządna głupawka, trwająca nieprzerwanie od świtu do nocy :)
Do Pulpetty co wieczór dzwonił Książę Małżonek. Marta odbierała i zaczynała rozmowę radosnym: 'bongiorno' (czyt. 'bondziorno') i dalej radośnie sobie ćwierkali w języku angielskim, bo Książę Małżonek Polakiem nie jest. Któregoś wieczoru zdarzyło się coś zabawnego. Marta spodziewała się telefonu, ale że kończyła właśnie manicure, poprosiła, żebym to ja odebrała telefon i porozmawiała chwilę, aż ona będzie gotowa do przejęcia słuchawki. Powiedziałam, że nie ma sprawy, w końcu z Arshadem (to mąż Marty) znamy się od lat, poczucie humoru ma podobne do mojego, nieraz żartowaliśmy przez telefon, to i tym razem mogę.
Telefon zadzwonił. Marta nadal dłubała w paznokciach, Madziare przeglądała zrobione tego dnia fotki, odebrałam zatem i naśladując Martę, wykrzyknęłam radośnie:
- Bongiorno!
- Bongiorno - odpowiedział męski głos po drugiej stronie
Aha! Udaje, że mnie nie poznał i teraz będzie udawał, że to nie on - znam ja te jego numery.
Ciągnę więc dalej niskim, uwodzicielskim głosem:
- Hello, this is Marija speaking, how are you today?
- I have a phone call for you, madame - usłyszałam po drugiej stronie. Czyli nadal udaje, że to nie on! Tu go mam :)
- O, you have a phone call for me? Hmmm... I hope it's some hot Italian guy? - powiedziałam zalotnie.
- Well, I don't know, if it's hot Italian guy, but... shall I connect you? - usłyszałam zmieszany głos, który raczej nie był głosem Arshada... Czemu wcześniej nie rozpoznałam, że to nie on???
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!
Rozmawiałam z recepcjonistą, któremu w końcu udało się przełączyć do nas Arshada, niestety żadna z nas przez kilka następnych chwil nie była w stanie wytłumaczyć Arshadowi, dlaczego dusimy się ze śmiechu.
Krótko mówiąc nie nadaję się raczej do obierania cudzych telefonów i raczej nie powinnam tego robić. Po tym incydencie rozważałyśmy opcję wychodzenia z hotelu wyjściem garażowym, żeby uniknąć przechodzenia koło recepcji, ale zrezygnowałyśmy z tego pomysłu. I tak nikt nie wiedział, która z nas to Marija ;)
Zastanawiam się, co by tu jeszcze opisać, zamykając wątek włoskich wakacji... Szkoda, że żadna z nas nie miała laptopa ze sobą. Opisywanie wszystkiego na gorąco daje pewność, że więcej zabawnych historii, powiedzonek, ocali się od zapomnienia...
Madziare, czy oprócz naszego (i tu napiszę fonetycznie): 'sori, ajm pregnent' - wymawianego z włoskim akcentem, używanego w sytuacjach, kiedy musiałyśmy poważnie złamać przepisy ruchu drogowego, żeby dotrzeć do celu - miałam jeszcze coś opisać? Nie pamiętam.
Ale od czego są didaskalia? Pewnie jeszcze długo będziemy tu i ówdzie wtrącały: 'a pamiętasz, jak we Włoszech...'
Na tym zakończę póki co. I pójdę się zdrzemnąć. Odkładam tę drzemkę już od rana ;)
mam odmrożony mózg i nic mi do głowy nie przychodzi...
OdpowiedzUsuńno dobra:
OdpowiedzUsuńwieczór.. romantycznie się robi... żona mówi do męża: "kochanie, włóż od tyłu", na to mąż: "żółw..."
:)))
'żółw' jest rozbrajający ;)
OdpowiedzUsuń