W ramach nagradzania siebie za wytrwałość trafiłam wczoraj do nowego sklepu z biżuterią. Jako że postanowiłam odciąć się grubą (nomen omen) kreską od korporacyjnego dresscode'u (którego przestrzeganie jakoś nigdy nie weszło mi za specjalnie w krew), nie zwracałam uwagi na biżuterię srebrną odpowiednią dla mojego wieku, tylko od razu uderzyłam w kierunku co bardziej kolorowych i plastikowych dziwactw.
Obejrzałam sobie tony kluczyków do serc, truskaweczek, kotków, rybich szkielecików, świnek (podobno jest to hit sezonu), atrap zegarków i gitarek, ominęłam szerokim łukiem dział z Hannah Montana, udałam że wcale nie patrzę pożądliwie na biżuterię wzorowaną na Zmierzchu, z żalem w sercu odłożyłam na miejsce różdżkę wróżki i w końcu wybrałam kolczyki w kształcie babeczek z bitą śmietaną :)) Freud chyba nie miałby zbyt dużego pola do popisu...
Nie byłoby w tym drobnym epizodzie z mojego życia nic wartego wzmianki, gdyby nie finał. Stoję sobie mianowicie ze swoją nową zdobyczą w ręku kontemplując czy jednak nie zdecydować się na miniaturowe arbuzy (wybór tym trudniejszy, że były one w komplecie z miniaturowymi kaczuszkami, a to źle mi się kojarzy ;) i zostaję zagadnięta przez sprzedawczynie (wiek ok.20 lat): "A może zechciałaby Pani wybrać jeszcze coś dla siebie?" Na początku nie wiedziałam o co jej chodzi, przecież babeczki są dla mnie i tylko dla mnie! A później przyszło zgubne olśnienie i zaczęłam się rozglądać za chodzikiem...
Czy różowy robocik na różowym łańcuszku, którego zabezpieczyłam sobie czas jakiś temu jest oznaką nadchodzącego kryzysu wieku średniego? Dobrze, że nie jestem facetem, bo nie uniosłabym na szyi czerwonego porsche z 18-latką w środku ;)
Odegramy się na tej siksie ;) Pamiętaj tylko, który to sklep ;)
OdpowiedzUsuńZłośliwości podobno szkodzą na urodę, więc pani ekspedientka zbrzydnie :]
OdpowiedzUsuńMadzia, który to sklep? Poważnie się pytam, bo z Twojego opisu już go bardzo polubiłam :)
Dżusta